Mimo optymistycznego nastawienia do Rajdu Polski załodze Maciej Oleksowicz – Andrzej Obrębowski nie dane było walczyć o punktowane pozycje w klasyfikacji.
Pierwszy dzień Rajdu Polski był niebywale pechowy dla Macieja Oleksowicza. Mimo wszelkich starań nie dane im było walczyć z pozostałymi zawodnikami. Maciej Oleksowicz: "Dzień kompletnie nieudany. Już na pierwszym odcinku awaria turbiny w rajdówce Michała Bębenka sprawiła, że go dogoniliśmy i jechaliśmy za nim w potwornym kurzu. Nie mogliśmy go wyprzedzić przez dłuższy czas. Michał po prostu nas nie widział, ale kiedy tylko się zorientował, elegancko ustąpił nam drogi. Strata była jednak kolosalna. Później zwolniliśmy przy płonącym samochodzie Hołowczyca. Kolejne odcinki to powtórka sytuacji z Michałem Bębenkiem. Mimo naszych próśb do organizatorów o dodatkową minutę dystansu przed startem do kolejnych odcinków, nie otrzymaliśmy jej.
Wszystko sprawiło, że za każdym razem doganialiśmy Michała. Straty czasowe rosły. Na dodatek na trzeciej próbie, po skoku na jednej z hop, pękł nam amortyzator i uszkodził się kolektor. Mechanicy wymienili uszkodzony element zawieszenia, a usterkę kolektora uznali za niegroźną. Niestety okazało się, że kolektor coraz mocniej zaczął się rozpadać. W konsekwencji już na czwartym odcinku straciliśmy pełne ładowanie turbiny. Na kolejnych próbach auto kompletnie przestało jechać. Nawet na piątym biegu nie było mowy, o jakimkolwiek przyspieszeniu. To dla nas po prostu czarna sobota. Szkoda, bo naprawdę bardzo dobrze mi się jechało i świetnie czułem auto. Dla nas jutrzejszy etap będzie, zatem nowym, indywidualnym rajdem, bo strata czasowa jest zbyt duża do odrobienia. Postaramy się na pewno bawić kibiców i „porozrabiać” w czołowej klasyfikacji poszczególnych odcinków. Nie mamy już nic do stracenia."
Po niezwykle pechowym pierwszym etapie, drugi okazał się być niewiele lepszym.
Maciej Oleksowicz: "Ten rajd obszedł się z nami wyjątkowo okrutnie. Mimo ogromnej determinacji i chęci powalczenia na każdym kroku spotykały różne przeciwności losu. Absolutnie nie popełniłem, żadnego błędu w tym rajdzie i jechało mi się doskonale. Uwierzyłem w swoje możliwości, ale niestety awarie, defekty opon lub inne przygody nie pozawalały nam na powalczenie o dobry wynik. Nawet drugiego dnia, gdzie najzwyczajniej chciałem pojechać dla siebie i poszaleć, los sprawił, że złapaliśmy kapcia i musieliśmy zmieniać koło na „oesie”. Wierzę jednak, że limit pecha wyczerpaliśmy dostatecznie w tym rajdzie i podczas kolejnych będziemy mogli zdobywać punkty. Sam rajd oceniam bardzo pozytywnie. Odcinki, zwłaszcza sobotnie, były wyśmienite. Zabezpieczenie było również wyjątkowo dobre i nie było kłopotów z kibicami. Tak więc duże brawa dla organizatorów i wielkie podziękowania dla naszych kibiców, których przy trasie widzieliśmy sporo."
